carac

U źródeł... komunizmu

Wschód - Andrzej Stasiuk

„Wschód” jest dla mnie próbą znalezienia odpowiedzi na pytania, przed którymi może stanąć każdy czterdziesto- czy też pięćdziesięciolatek, którego dzieciństwo i lata młodości upłynęły w Polsce socjalistycznej. Pytań jest dużo, jednak tym najważniejszym wydaje się być pytanie o PRZYSZŁOŚĆ, w której nie będzie pojęć „przeszłość” i „teraźniejszość”.


Autor „Wschodu” znany jest z tego („Taksim”, „Nie ma ekspresów…”), że od zawsze ciągnęło go do Europy Południowo – Wschodniej. Tam, wśród Serbów, Bułgarów, Rumunów znajdował coś, co można by nazwać „bratnią duszą”. Przyglądał się całej tej biedzie i bezradności prostego człowieka zamieszkującego tamte rejony i snuł rozważania o ludzkiej (słowiańskiej?) naturze. Charakterystyczne są dla tych rozważań melancholijna nuta i tęsknota za czymś bliżej nieokreślonym, nierozerwalnie związanym z przyrodą.
Nie inaczej jest w przypadku „Wschodu”.
Autor „Fado” zabiera nas w podróż przez „piękny polski wschód” z popegeerowskiego sklepu, w którym stał w dzieciństwie w kolejce „po chleb” - do stolicy, gdzie wschodnia strona rzeki „też nie chce być gorsza i kiedyś postawi swoje libeskindy”. Stamtąd udaje się samolotem do Pekinu. Odwiedza również Mongolię i Syberię, by lepiej poznać i zrozumieć źródło komunizmu.
W podróży swej na Wschód, z Płatonowem i Pearl Buck pod ręką, na własnej skórze doświadcza trudów zamieszkiwania na tamtych terenach; doświadcza wszechogarniającej pustki ziejącej z nieograniczoności otaczającej go przestrzeni, stepów, pustyni… Widzi podobieństwo między „chińską historią, która splatała się w jedno z pejzażem nadbużańskiej wsi, z cierpliwością dorosłych, z obrazem ich pochylonych pleców, gdy uparcie, rządek po rządku, pielili kartofle”. Zastanawia się nad chińską ekspansją i zalewem zachodniego rynku chińską tandetą i dochodzi do wniosku, że Chiny jako najstarsze na świecie najlepiej wiedzą, co się stanie, co czeka nas w przyszłości.
A co nas czeka? Zadowoleni z upadku komunizmu, który tak nagle „odszedł”, cieszący się tym, że znów jesteśmy w Europie, że zajmujemy zaszczytne (bo Tusk?) miejsce w Unii Europejskiej – zdajemy się nie dostrzegać niebezpieczeństw z tym związanych. Trzeba w tej „dziejowej” euforii zadać sobie pytanie, czy ktoś jeszcze myśli o „bladych facetach” i ich „bladych dzieciach” stojących w bramach?
I Stasiuk odpowiada: tak, owszem, ktoś myśli i.. czeka.
„KTOŚ czeka, aż wszyscy wymrą, zatrują się alkoholem albo uciekną. Wtedy przyjadą spychacze, koparki, wywrotki i żurawie i załadują na pakę domy, ulice i kwartały, by je wywieźć gdzieś za miasto”, by na „gruzach lumpenproletariatu” postawić te swoje libeskindy i spire’y „żeby się tylko przypodobać i żeby się odwrócić plecami od ¬przeszłości, która wystaje całymi dniami w ¬bramach.”
Podróż na Wschód – zdaje się – pozwala autorowi „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” zgłębić przyczynę takiego stanu rzeczy:


„Gdy latem wylądowałem w Bracku, zobaczyłem, jak szary deszcz pada na stary beton, na rdzę, na spękane szkło. W jednej chwili, w przedziwnym, jasnym błysku pojąłem, że widzę ślady klęski. Lecz wcale nie tej, o której przywykliśmy rozprawiać z wyższością, satysfakcją i wzgardą, że oto ruski komunizm upadł, ten wynalazek dzikich i niedomytych rozpadł się w proch, i to dzięki nam, dzięki naszemu odwiecznemu pragnieniu wolności. Bo my załapaliśmy się tylko na resztki. Kiedy w Bracku deszcz padał na pokruszony beton, na zardzewiały metal i na poszarzałe szkło, pojąłem, że tutaj, w tym kraju, wszystko jest przesiąknięte klęską na skalę, o której nie mamy pojęcia. Wyobrażaliśmy sobie jakąś zabytkową, staroświecką rewolucję, w której jedni zabiorą drugim, zlikwidują własność oraz zbędną część społeczeństwa. Oglądaliśmy upadek, biorąc go za zwycięstwo. Tymczasem ci, którzy znali prawdziwy sens, wiedzieli, że szło o unieważnienie materii, o jej przekroczenie. Materializm był tchórzostwem. Chodziło przecież nie o jakieś dziecinne zniesienie własności, ale o zniesienie jej przedmiotu. Różnicująca, dzieląca ludzi materia miała odejść w przeszłość pomiędzy wszystkie minione zabobony”.


A co z „opium dla mas”?

Kościół w obecnym wymiarze – zdaniem Stasiuka – za niewielką opłatą pozwala wygadać się prostemu ludowi, podzielić się swymi zmartwieniami i troskami w eterze – i to wszystko.


Więc co nam zostaje?


„Będziemy tęsknić tylko do przyszłego. Do tego, co tam sobie wymarzymy. Tęsknota za przeszłością zostanie wykorzeniona. Zwyczajnie. Zmienią się mózgi. Będziemy myśleć tylko o tym, co sobie jeszcze kupimy. Jaką sobie jeszcze zrobimy przyjemność. Nie będzie żadnych duchów, wspomnień, pamięci ani historii. No tak – nie będzie pamięci i każdego dnia trzeba będzie zaczynać od nowa.”


Nie brzmi to optymistycznie, zwłaszcza gdy uzależnieni w swym położeniu geograficznym od wpływów Zachodu z jego korporacyjnością, traktującą człowieka przedmiotowo oraz od wpływów Wschodu ze swym „apetytem” na przestrzeń prędzej czy później zostaniemy wchłonięci…

„Obżarty kaszą gryczaną oddawałem się medytacji. Tej wiosny spędziłem dwa tygodnie w Ameryce. Między Nowym Jorkiem a Chicago obiecywałem sobie, że to dopiero początek i że na pewno tu wrócę, by przejechać wzdłuż i wszerz ten szalony kraj, który zniewala i wabi wszystkie plemiona świata. Wystarczy przejechać się czwartą, piątą albo szóstą linią w czeluściach Manhattanu, by się o tym przekonać. A teraz siedziałem (…) i patrzyłem, jak unosi się kurz. Manhattan oddalił się i powrócił na swoje miejsce. Siedziałem na skraju Trzeciego Rzymu i patrzyłem na chude bydło powracające z pastwisk. Powietrze pachniało suchym nawozem i niskooktanową benzyną. Wiedziałem, że nie wrócę na Manhattan. Nie wydam grosza ani nie poświęcę dnia, by się tam znaleźć. Byłem luzerem i kochałem schyłek. Podobała mi się klęska na kosmiczną skalę. Siedziałem pod knajpą Tranzit i patrzyłem, jak Trzeci Rzym przykłada ucho do stepu, nasłuchując Chin. Mrówczego, skrzętnego chrzęstu”.

Książkę polecam, bo jest po prostu dobrze napisana, bez „owijania w bawełnę”.

Teraz czytam

Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk
Wrogowie publiczni
Bernard-Henri Levy
Einstein
Walter Isaacson
Einstein. Jego życie, jego wszechświat
Walter Isaacson