carac

Skrzywdzeni i poniżeni

Skrzywdzeni i poniżeni - Fiodor Dostojewski Z punktu widzenia współczesnego czytelnika książka ta, napisana ponad 150 lat temu, może wydać się zbyt sentymentalna – chyba nie ma w niej postaci, która by nie płakała: łzy płyną, tryskają, błyszczą w oczach, dławią, są wycierane, są też i tłumione, wreszcie – te gorzkie – powodują spazmy lub – te słodkie – uśmiech. I – co dziwne – nie są to łzy ukradkowe, jakby wstydliwe, lecz jak najbardziej otwarte, zbiorowe; płacze się w towarzystwie, w czasie rozmowy, ze szczęścia lub z bezsilności… Dziś, wiadomo, taka „łzawość” to raczej przejaw słabości, ale wtedy… Dostojewski – po czterech latach katorżniczej pracy – zostaje w stopniu szeregowca wcielony do służby, by jeszcze sześć lat być pod nadzorem. Ale już może pisać, wreszcie może przelać na papier swoje myśli, uczucia, znów może tworzyć i – co wydaje się jak najbardziej naturalne – pragnie sukcesu nie mniejszego od tego, który przyniosła mu napisane przed katorgą debiutancka powieść „Biedni ludzie”. Tak się jednak nie stało – powieść została przyjęta wówczas chłodno, zresztą i teraz uważa się ją za „słabą”. Na przykład, u Stanisława Cat-Mackiewicza „Dostojewski” czytamy: „(…) to niewątpliwie najsłabsza powieść Dostojewskiego, napisana wyraźnie w tych chwilach jego życia, w których geniusz chwilowo go opuścił, a Dostojewski pozostał sam na sam ze swoimi kompleksami: z maniackim widmem małej dziewczynki (…). Drugi kompleks (…) to jego sentymentalny masochizm (…)” [str. 73](1) Czy tak jest istotnie? Może należy się zastanowić nad tym, co właściwie się stało z Dostojewskim na katordze? Dlaczego „wraca” do swych młodzieńczych fascynacji literaturą romantyczną? Dlaczego tworzy bohaterów „jak jaki Schiller”? Jeśli dopuścić do głosu nie narratora (który tak jak Dostojewski jest pisarzem, ba! odniósł nawet jakiś tam sukces i – jak Dostojewski - przeżywając zawód miłosny jest gotów być posłańcem noszącym listy między ukochanymi), ale niech mówi ten ironizujący „antybohater”, który krzywdzi i poniża (mowa o księciu) – to kto wie, czy mamy do czynienia z „sentymentalnym masochizmem”. Dostojewski zdecydowanie „panuje” nad swym utworem. Nie może więc być mowy o „kompleksie”. „(…) przecież Alosza odbił panu narzeczoną, wiem o tym, a pan, jak jaki Schiller, daje się za nich ukrzyżować, wyświadcza im przysługi, omal że jest u nich na posyłki... Niech mi pan wybaczy, mój drogi, ale przecież to jakaś marna zabawa we wzniosłe uczucia... Jak się to panu nie naprzykrzy, doprawdy! Aż wstyd! Ja bym, zdaje się, na pańskim miejscu umarł ze zgryzoty, a co najważniejsze: wstyd, wstyd! (…)". I trochę później, w miarę upijania się, jeszcze dobitniej: "Zresztą chciałem panu wyjaśnić, że posiadam pewną cechę charakteru, której pan jeszcze nie zna: nienawiść do wszystkich tych nędznych i nic niewartych naiwności i idylli, i jedną z najbardziej pikantnych przyjemności było dla mnie zawsze początkowo przystosować się do tego, wpaść w ów ton, ugłaskać, dodać otuchy jakiemuś wiecznie młodemu Schillerowi, a potem nagle od razu wystrychnąć go na dudka; zdjąć maskę, uduchowioną twarz wykrzywić w grymas, pokazać mu język, właśnie w chwili, w której najmniej się tego spodziewa. Pan tego nie rozumie, panu się to wydaje wstrętne, nieszlachetne, prawda?” [str. 951](2) Katorga otwiera Dostojewskiemu oczy na ludzką krzywdę i na ludzi poniżonych. A że każdy człowiek pragnie miłości, nawet najzatwardzialszy zbrodniarz – właśnie miłość, ta schillerowska (wyidealizowana), ale też i ta rodzicielska pełna poświęcenia – staje się tematem jego powieści. Dostojewski z niespotykaną wcześniej odwagą i w sposób bardzo realistyczny przedstawia to, co w życiu najstraszniejsze, tym samym demaskuje i piętnuje nawet najmniejszy przejaw zła. Miłość zawsze domaga się poświęceń, jakiejś ofiary, stąd nieodłącznie towarzyszy jej cierpienie. Skrajnym „przypadkiem” takiej miłości jest miłość z litości. I właśnie tak pokochała Natasza: "Ona może pokochała go - jakby to powiedzieć? - jakby z litości. Wspaniałomyślne serce może pokochać z litości". [str. 939](2) I tak się zastanawiam teraz nad tym potokiem łez, który dość wartko płynie na stronach tej powieści – czy przypadkiem łzy nie mają tu mocy oczyszczającej? Czy ludzkie serce, to czujące i to wrażliwe może pozostać obojętne na widok krzywdy, na widok ludzkich łez? Dla kogo ta „słaba” książka? Raczej dla tych, dla których łzy, to nie przejaw słabości, lecz oznaka tego, że jeszcze cokolwiek czujemy… (1) Stanisław Mackiewicz Cat „Dostojewski” Instytut Wydawniczy PAX, 1979 (2) Fiodor Dostojewski „Dzieła wybrane” tom II, P.I.W., 1984

Teraz czytam

Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk
Wrogowie publiczni
Bernard-Henri Levy
Einstein
Walter Isaacson
Einstein. Jego życie, jego wszechświat
Walter Isaacson