carac

"Мастер... психологического романа"

Mistrz  z Petersburga - J.M. Coetzee

"Jakie książki pan pisze? (...) Piszę wypaczenie prawdy. Obieram kręte drogi i prowadzę dziatki w ciemne zakątki. Kroczę za tańcem pióra". [str. 237]
Czy aby na pewno? Czy Coetzee w tej niewielkiej objętościowo książeczce, powołując do życia wielkiego pisarza, jakim był niewątpliwie Dostojewski, może wkładać w Jego usta takie słowa? Wystarczy sięgnąć choćby do Przybylskiego Dostojewski i przeklęte problemy, by stwierdzić, że zupełnie inną rolę Dostojewski przypisywał literaturze. Przedstawiony przez Coetzee w tak "skondensowanej" formie Mistrz, autor "Zbrodni i kary" czy "Biesów" (widać bardzo wyraźnie wysiłki noblisty, by - korzystając z tych dwóch powieści - oddać atmosferę XIX-wiecznego Petersburga) - jawi się czytelnikowi jako człowiek pęknięty wewnętrznie (jak dzwon?) i opętany (epileptyk?), który wraca do Rosji z zagranicy pod przybranym nazwiskiem (unika w ten sposób swoich wierzycieli) z powodu tajemniczej śmierci swego pasierba. Dostojewski nie jest ojcem biologicznym, to nie Jego krew, a mimo to z rozpaczy (to taka gra?) "tarza się" na grobie Pawła na oczach obcej kobiety (wdowy), u której Paweł wynajmował pokój, i na oczach jej córki, Matrioszy. W Dreźnie czeka na Mistrza jego żona, Ania z jego dzieckiem. Nie przeszkadza to - zdaniem Coetzee – Mistrzowi, by rozpocząć namiętny romans z wdową, która „bez reszty oddawała się erotyzmowi”. Co więcej, Mistrz w trakcie spółkowania słyszy z jej ust „słowo: diabeł. Jest to słowo, którego on sam używa, chociaż nie wierzy, że w takim samym sensie co ona. D i a b e l s t w o: chwila rozpoczęcia orgazmu, gdy dusza zostaje wyrwana z ciała i spada spiralą w niepamięć. I gdy tak rzuca głową na boki, zaciska zęby, jęczy, nietrudno dostrzec, że jest również opętana przez diabła” [str. 233].
Dla pełniejszego obrazu Mistrza-człowieka, trzeba dorzucić jeszcze coś o biednych i głodnych dzieciach mieszkających gdzieś w wiecznie wilgotnej piwnicy, siedzących z podkurczonymi nóżkami i czekających aż prostytuująca się matka przyniesie dla nich coś do jedzenia. Mistrz ma dobre serce, więc zwraca się do tej matki (by dotknąć, skoro ma zapłacić?): „- Pokaż mi swoje piersi. Kobieta odpina drugi guzik i odsłania obie piersi. Sutki sterczą z zimna. Unosząc je palcami, lekko je uciska. Na jednej z nich pojawia się kropelka mleka. Ma pięć rubli (…) Daje kobiecie dwa. Ta bierze monety bez słowa i zawija w chusteczkę.” [str.199]. Oczywiście, to mało, bo życie wewnętrzne Mistrza jest bardziej złożone - więc kilka fragmentów ze "Spowiedzi Stawrogina" (pedofilia?), no i motyw ojciec - syn, rywalizacja, zazdrość... „The Master of Petersburg” – czy taki był Petersburg za czasów Dostojewskiego? Czy to tylko fantazja Mistrza – (wypaczenie prawdy?), tak jak fantazją Coetzee jest Mistrz – człowiek?

 

 

Na to pytanie czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Mam problem z poleceniem tej lektury, bo nie wiem, do kogo Coetzee ją adresuje? Czy kryminał z Dostojewskim w roli Mistrza może spodobać się czytelnikowi, który choćby częściowo poznał twórczość autora "Wspomnień z domu umarłych"? Obawiam się, że nie – to tak jakby być świadkiem pojedynku szachowego między Mistrzem a… komputerem zaprogramowanym "w stylu Dostojewskiego". A czy taka „quasi-dostojewszczyzna” w pigułce może być dla osoby, która coś tam kiedyś słyszała o kimś takim jak np. Raskolnikow, który rozłupuje siekierą głowę starej lichwiarki? Być może...
Łatwo wyłapać akcenty (obrazy), gorzej z utworzeniem przy ich pomocy spójnej całości, która prowadzi do stwierdzenia: Dostojewski jest Mistrzem nie tyle Petersburga, co powieści psychologicznej.

Teraz czytam

Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk
Wrogowie publiczni
Bernard-Henri Levy
Einstein
Walter Isaacson
Einstein. Jego życie, jego wszechświat
Walter Isaacson