carac

OD Lot...

Lot nad kukułczym gniazdem - Ken Kesey

Książka zaliczana do klasyki, cokolwiek to znaczy. Za sprawą filmu pod tym samym tytułem (pięć Oskarów) z głośną rolą Jacka Nicholsona, powieść ta - mam wrażenie - funkcjonuje jakby w jego cieniu, jako coś, po co w sumie nie warto sięgać, skoro powstał film. Wiadoma rzecz, film "pokazuje", książka zmusza do wyobrażenia sobie, stąd wybór wydaje się dla osób mniej wymagających oczywisty. A jednak film będący jedynie adaptacją książki, nie ukazuje jej głębi, dotyka zaledwie paru spraw, zwykle ubarwiając je, a nawet zniekształcając.


W czym rzecz?

Mamy psychiatryk z grupą osadzonych tam pacjentów oraz personel o nich dbający. Wariaci są świetni, fajnie się na nich patrzy, są śmieszni i tacy zabawni... Fajnie się patrzy z boku, ze swych domów, ze swych bezpiecznych i przytulnych gniazdek. Zostawmy jednak film, zostawmy Nicholsona wczuwającego się genialnie w rolę dziwkarza i szulera.


Sprawa jest nieco bardziej złożona, bo dotyczy... gniazda kukułczego.

 

 

 

   fot. http://www.dziennikteatralny.pl


Problem polega na tym, że kukułki gniazd nie zakładają, wie o tym każde dziecko, bo kukułki to takie ptaszory, które wolą swe jaja podrzucać do innych gniazd; obcy jest im trud pielęgnowania i troszczenia się o swe potomstwo, nie może być więc mowy o nawiązaniu jakiekolwiek emocjonalnej więzi między rodzicami a ich dziećmi.

Załóżmy jednak, że znajdzie się ktoś lub jakiś KOMBINAT, który dla dobra ogółu, stworzy sztuczny twór o nazwie „kukułcze gniazdo”, by zająć się tymi wszystkimi podrzutkami, nie pasującymi do otoczenia. Co więcej, kukułcze gniazdo będzie tak działało, by ze znajdujących się tam pisklaków, „wyprodukować” osobniki dostosowane do funkcjonowania w kombinacie, a więc … emocjonalnych kastratów, których zachowanie nie nastręczy żadnych kłopotów.

 

 

 fot. imgarcade.com

 


Moim zdaniem, Ken Kesey w swej debiutanckiej powieści demaskuje przede wszystkim system, który - posługując się nie tylko regulaminem i dyscypliną (Wielka Oddziałowa), lecz coraz to nowszymi „wynalazkami” (elektrowstrząsy, lobotomia) - wymierzony jest we wszystkich tych, którzy nie pasują do otoczenia. Co to znaczy „nie pasują”? Wystarczy być np. jąkałą, by znaleźć się w „kukułczym gnieździe”… Albo głuchoniemym.

Bardzo wymowne jest również to, że narratorem powieści jest właśnie osoba uważany za głuchoniemą, która bardzo dużo widzi i bardzo dużo słyszy.

Oczywiście, koncentrując się na samym "kukułczym gnieździe" i panujących tam zwyczajach, które są jasno określone przez regulamin, nie wolno zapomnieć o nawiązujących się między "pisklakami" relacjach, które za sprawą pewnego rudzielca może i mają charakter nieco komiczny, lecz w gruncie rzeczy są znacznie bardziej złożone, czego film nie pokazuje już.


Książka swego czasu „zakazana” w Stanach, mocna, obnaża sposoby obchodzenia się z czymś tak subtelnym i przez to bardzo podatnym na zaburzenia jak ludzka psychika. Warto w tym miejscu nadmienić, że sam jej autor jako ochotnik brał udział w badaniu wpływu środków psychoaktywnych na człowieka, a wyniesione z tych badań doświadczenia stały się dla niego inspiracją do napisania „Lotu nad kukułczym gniazdem”.


Kto nie leciał, a ma ochotę na taki „lot”? Polecam!

Teraz czytam

Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk
Wrogowie publiczni
Bernard-Henri Levy
Einstein
Walter Isaacson
Einstein. Jego życie, jego wszechświat
Walter Isaacson